Medialny monopol miłości (do PO)

Poprzednie miesięczniki

Donaldzie, trwaj! Mechanizmy wskazane powyżej są dość łatwe do odczytania dla uważnego obserwatora sceny politycznej. Są one też zwyczajnie śmieszne, jak wszystkie te tyle razy w przeszłości kompromitowane tezy o końcu polityki, zaniku światowej rywalizacji, kresie historii itp. Nie ma jednak polityki bez gry o władzę i zwiększania swoich wpływów. A gdy ktoś w takie bzdury zaczyna wierzyć, zawsze kończy się to katastrofą. Taką jak rozbiory I Rzeczpospolitej, gdy szlachta uznała, iż „państwa ościenne zapewnią spokojność obywateli naszych” czy też taką jak zamach na World Trade Center będący w jakiejś mierze skutkiem zaniechań ekipy Clintona, jej wiary w cudowny światowy postęp demokratyczny. Gdy dobrzy ludzie i demokratyczni politycy zasypiają, budzą się demony historii. A więc zasypiać w posttożsamościowej polityce bez właściwości w żadnej mierze nam nie wolno. Trzeba, to wręcz obowiązek wobec naszego państwa, wskazywać na wyzwania, domagać się dobrej polityki, a nie dryfu w polityce wewnętrznej i zagranicznej. Problem w tym, że taki normalny, wydawałoby się, dyskurs wcale nie jest jedynym możliwym. Debata może być fałszowana długo i skutecznie. Wystarczy, że jeden dominujący ośrodek polityczny (lub kilka mniejszych, ale bliskich sobie) opanuje główne węzły medialne. Jest wtedy w stanie bezwzględnie sterować debatą publiczną. Przykład? Proszę bardzo: w Sejmie toczy się właśnie debata o skandalicznej, także ze względu na wolność nadawców prywatnych, ustawie
     
21%
pozostało do przeczytania: 79%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze