Remanenty prozy

Poprzednie miesięczniki

Feminizm, czyli nieszczęście kobiet Gdyby nie zasada, iż nie należy cytować ani trawestować zbrodniarzy, można by rozpocząć tak: Kiedy słyszę słowo feminizm, odbezpieczam rewolwer. Takie stwierdzenie byłoby jednak przesadą, bo nie sądzę, by ktokolwiek odczuwał potrzebę strzelania do feministek. Wystarczy, że one same „załatwiają” kobiecość jako coś pięknego, delikatnego i subtelnego. Do grona takich egzekutorek dołączyła Inga Iwasiów, autorka zbioru opowiadań „Smaki i dotyki”. Feminizm to dość nieszczęsny wynalazek, odbierający kobiecie bardzo dużo. Jeżeli dla wyrażenia istoty kobiecości potrzeba innej kategorii niż ogólnoludzki humanizm, to czyż nie jest to forma dyskryminacji? – tak, dyskryminacji, nie wyróżnienia! Bo albo feminizm zawiera się w uniwersum humanizmu, więc nie potrzeba dla niego oddzielnej nazwy, albo jest czymś innym niż humanizm. A coś innego niż humanizm – to wykluczenie z ogólnoludzkiej kultury i wspólnoty, wszak „ludzkość” nie jest ani rodzaju żeńskiego, ani męskiego. Tymczasem feminizm atakuje społeczną świadomość, niczym szczuka piękną i srebrzystą płoć. W tej konfrontacji drapieżna szczuka ma wielkie fory. Kamieniem węgielnym feministycznego myślenia jest przekonanie o wciąż trwającej „krzywdzie kobiet” i walka z nią. Tymczasem głęboko humanistyczna prawda uczy, że z krzywdy wyrastać może jedynie negatywna motywacja. I na tym chyba polega know-how literatury feministycznej – jej autorki muszą pokazywać kobietę nieszczęśliwą. Pod karą
     
18%
pozostało do przeczytania: 82%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze