Moje Bieszczady – Doskoczyński

Poprzednie miesięczniki

Swoją ostatnią kampanię zaplanował starannie. Celował w bieszczadzkie klejnoty. Czyli najpierw w Muczne, a potem w Tarnawę. Na Mucznem w początkach świetności Gierka wybudowano hotel dla robotników. Z typową dla tego czasu przesadą. Pokoje z WC, łazienki, wielka stołówka, wspaniała kuchnia, a w recepcji mozaiki – liryczne, leśne sceny myśliwskie. A Muczne to kompletne odludzie, kiedyś była to wielka wieś, zostały chaszcze i nazwa. No i hotel. Pułkownik wkroczył. Klasa robotnicza, zapewne na skutek własnych postulatów, wylądowała w barakach z pryczami, gdzie w ramach doskonalenia obronnego nosiła sobie wodę w wiaderkach, budził ją deszcz, mróz usypiał, a ogrzewała się gromkimi brawami. A hotel? Hotel pozostał do dyspozycji. Do dyspozycji Pana Pułkownika. A potem zaczął piąć się wyżej, na Tarnawę. To również kiedyś była wieś. A potem została tylko nazwa. Na Tarnawie, oprócz „pałacu”, zaczął Pułkownik budowę ogromnych obór dla krów i baranów. „Obora jak willa i tyle samo kosztuje” – tak to chwalił. To oficjalnie „gospodarstwo rolne Urzędu Rady Ministrów” budowali od podstaw i obsługiwali żołnierze. Pewnie bataliony rolne. O głupocie zarządzania i marnotrawstwie legendy opowiadano w Bieszczadach. Tam na górze, w tych oborach trzymane były wbrew zasadom hodowlanym krowy, owce, konie, a wszystkie ścieki spływały do potoczków, a z nich do strumieni, do Sanu. Do bobrów, raków, wspaniałych ryb. Do tych pięknych, dziewiczych bieszczadzkich kotlin i dolin. Tak to mniej więcej wyglądało
     
29%
pozostało do przeczytania: 71%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze