Stasi do produkcji

Poprzednie miesięczniki

Nie wiadomo było, kto umieścił te tajne dane, dostępne dotychczas tylko za specjalnym zezwoleniem historykom i dziennikarzom. Ich pojawienie się w internecie całkowicie zaprzeczyło lansowanej tezie, że Niemcy nie są zainteresowani lustracją. Przeciwnie – zainteresowanie było tak wielkie, że wielokrotnie doszło do zablokowania serwera, bez złośliwej interwencji hakerów. Przez cztery tygodnie stronę z listą Stasi odwiedziło ponad 5 mln osób. Berlińska prokuratura wszczęła śledztwo przeciwko providerom (administratorom) serwera, podejrzanym o złamanie ustawy o ochronie danych. Ale było już za późno – w sieci zaczęły krążyć niezliczone kopie tej listy. O tym, jak się do nich dostać, można się było dowiedzieć nawet z oficjalnych stron internetowych urzędu Gaucka. Ludzie szukali w internecie informacji o przeszłości swoich znajomych. Pracodawcy zasięgali języka o pracownikach, a ci o swoich szefach. Osoby, które umieściły listę w internecie, broniły się przed atakami polityków i mediów cytatem z laureata Nagrody Nobla Carla von Ossietzky’ego: „W Niemczech nie ten jest uważany za niebezpiecznego, kto narobił smrodu, tylko ten, kto o tym mówi”. Jak widać, niemiecka dyskusja o lustracji, jeśli chodzi o argumenty, nie różni się od naszej. Ale mimo tej dyskusji lustracja w dawnej NRD rozpoczęła się natychmiast po upadku muru berlińskiego i trwa do dziś, choć jest to już końcówka. U nas od 18 lat trwa walka o to, by ci, którzy narobili smrodu, nie ponieśli żadnego uszczerbku na honorze
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze