Grupa trzymająca prezenty

– Koledzy, ciąży na nas wielka odpowiedzialność. Dlatego proponuję przyjęcie uchwały o przynoszeniu tylko prezentów wyprodukowanych przez polski przemysł. Polskie prezenty w polskim domu. Obcym prezentom mówimy nie!

– Chwileczkę. Mnie się wydaje, drodzy koledzy, że znacznie ważniejszy jest problem finansowania. Polskie prezenty powinny być dotowane z budżetu, natomiast na prezenty obce, a nawet wraże, należałoby nałożyć cła ochronne.

– Tak jest. Na prezentach bogaci się tylko obcy kapitał, w większej części innowierczy. Nie można dopuścić do tego, aby potomkowie Heroda nadal czerpali zyski z rzezi niewiniątek.

– To nie o to chodzi. Nie możemy się ośmieszać. Ja już w zeszłym roku mówiłem i apelowałem o zabezpieczenie subwencji na prezenty z programu Sapard. Skoro Unia może dofinansowywać sikawki na świętego Floriana, to może i nas.

– Wy tylko o prezentach, a ja, jako przedstawiciel związków zawodowych i rady zakładowej przy żłobku, domagam się ograniczenia wydatków na prezenty i przeznaczenia funduszy na modernizację naszego wyposażenia. Proszę, ja sam mam dziurawy worek, bo to jest ten sam, w którym nosiłem prezenty dla Ziemowita i Leszka.

– Dla którego Leszka?

– No przecież, że dla Piastowicza.

– Słusznie mówi. Niektórym z nas słoma już z butów wyłazi.

– Ja mam brodę do kolan, bo nie stać mnie na fryzjera.

– Tu potrzebne są rozwiązania radykalne. Nie dawać w ogóle prezentów, ogłosić moratorium na upominki na dwa lata i najpierw zmodernizować się samemu.

– Tak nie można. Rózgi trzeba przynosić, bo inaczej demokracja się zawali.

– Ale z drugiej strony słychać, że rózgi to psucie państwa. Że trzeba dawać mirrę, kadzidło i wazelinę.

– To nie my. To nie nasza działka, tylko mędrców ze Wschodu.

– Skąd?

– Zdaje się, że konkretnie z Platformy Obywatelskiej i z ludu.

– Chyba z LiD-u.
...
[pozostało do przeczytania 34% tekstu]
Dostęp do artykułów: