Igrzyska

Olimpiada jest niezagrożona i odbędzie się, nawet jeśli premier Donald Tusk zbojkotuje ceremonię otwarcia. Zaczną się noce przed telewizorami. Podobno w czasie trwania igrzysk olimpijskich czas spędza w ten sposób 3,5 mld ludzi na świecie. I właściwie trudno zrozumieć dlaczego. Jeśli wierzyć enuncjacjom prasowym, cała olimpiada jest jednym wielkim oszustwem, karykaturą olimpijskiej idei. Zamiast szlachetnych, uczciwych, pięknych duchem i ciałem idealistów, dla których udział jest ważniejszy niż zwycięstwo, oglądamy zmagania napompowanych dopingiem, wysoko opłacanych zawodowych gladiatorów, dla których liczy się tylko złoto i którzy dla tego złota i związanych z nim apanaży gotowi są na każde krętactwo. Wszystko w igrzyskach kręci się dookoła forsy – powiadają moraliści – Coca-Cola jest ważniejsza od olimpijskiej przysięgi, a do hasła citius, altius, fortius należałoby dopisać zwrot „do kasy”.

Tyjemy sobie przed olimpijskimi telewizorami w błogim przekonaniu, że w czasach starożytnych sport był jeszcze sportem prawdziwym, to znaczy bezinteresownym doskonaleniem ciała i ducha. Dziś zaś prezentuje się nam, pod fałszywymi hasłami, opchanych po dziurki w nosie chemią zidiociałych osiłków, opłacanych nieproporcjonalnie wysoko w porównaniu z tytanami ducha, jakimi są profesorowie uniwersytetów. Jeśli jest jeszcze coś dobrego w tym przedstawieniu, to fakt, że stanowi ono surogat wojny. Ale też nie dla wszystkich i o świętym pokoju na czas igrzysk, jak bywało w starożytnej Grecji, nie ma mowy.

***
Pogląd, że starożytni walczyli w igrzyskach o błogosławieństwo Zeusa i gałązkę oliwną, głoszą na ogół, poza autorami moralizujących bajeczek dla dzieci, ludzie niemający pojęcia, jak to było naprawdę.

A jak było naprawdę? Jeden z pierwszych sprawozdawców sportowych w dziejach, Filostrat, pięknie opisał finał olimpijskich zawodów w zapasach na igrzyskach w połowie VII w. przed Chrystusem. Przeciwnik dwukrotnego triumfatora zawodów,...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: