Sarkozy działa Niemcom na nerwy

Poprzednie miesięczniki

Dał się poznać na długo przed wyborami prezydenckimi swoją zdecydowaną i chwilami bezkompromisową postawą wobec wybryków kolorowej młodzieży z przedmieść Paryża, palącej tysiące samochodów i budynki użyteczności publicznej. Nazywał przestępstwo po imieniu. Wzburzyło to francuską lewicę, ale nie przeszkodziło w zwycięstwie wyborczym. Dziś Sarkozy cieszy się we Francji ogromną popularnością, a szeregi jego przeciwników rzedną lub zwyczajnie słabną. Po rezygnacji de Gaulle’a w 1969 r. Le Grand Nation (wielki naród francuski) długo czekał na wielkiego prezydenta. Ci, którzy przyszli po de Gaulle’u, nie wyróżnili się niczym szczególnym, poza tym, że każdy z nich postawił sobie za życia jakiś pomnik. Ku pamięci. Dwaj ostatni – socjalista Francois Mitterrand i centroprawicowiec Jacques Chirac – byli jednak szczególnie cenieni przez Niemców. Za gesty przyjaźni i bliskiej współpracy najpierw z Bonn, potem z Berlinem. Mitterrand nawet zademonstrował tę bliskość gestem pojednania pod Verdun – on i ówczesny kanclerz Helmut Kohl sfotografowali się tam, trzymając się za ręce. Trudno było oczekiwać jakiegoś gestu nawiązującego do II wojny światowej. Wszak połowa Francji kolaborowała z Hitlerem. Sarkozy nie jest porównywany z de Gaulle’em, on jest nowym Napoleonem Bonaparte. Nie tylko z powodu mikrego wzrostu, lecz także dlatego, że nie jest Francuzem, w jego żyłach płynie całkowicie obca krew. W tym częściowo żydowska. Nie jest także Francuzką z pochodzenia małżonka prezydenta – Cecilia.
     
16%
pozostało do przeczytania: 84%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze