Kryminalna recydywa

Poprzednie miesięczniki

Ad rem – kończę uwagi o tej części literatury popularnej, którą określić można jako „normalną literaturę detektywistyczną” (kry- minalną). Przegrała z bardziej donośnym melanżem innych rodzajów powieści. A przypominam ją, bo odczuwam nostalgię. W zeszłym miesiącu przerwałem na przytoczeniu paru przykładów bardzo udanych ekranizacji najlepszych utworów tej literatury (znanych mi oczywiście także w formie pisanej). Nie wspomniałem wszakże, a wydawałoby się to niemalże obowiązkowe, o Raymondzie Chandlerze i jego detektywie Philipie Marlowie (w licznych filmach tę postać grało wielu aktorów, z których Humphrey Bogart wcale nie był najlepszy). Przyznam się więc do pewnej herezji – nie lubię tego autora i nigdy nie lubiłem. Może dlatego, że nie przepadam, gdy z pisarzy literatury popularnej zbyt natrętnie robi się wielkich artystów, mistrzów itp. W przypadku literatury detektywistycznej trudno znaleźć pisarza bardziej pretensjonalnego niż Chandler. To dowód na to, iż do tego typu literatury nie podchodziłem bezkrytycznie, a już z pewnością nie snobistycznie. Nie zrobiły na mnie wrażenia książki pisarzy uznanych za klasyków literatury mystery, jak: John Dickson Carr (pseud. Carter Dickson), Rex Stout, Ellery Queen. Mimo moich retroupodobań również nie przypadła mi do gustu pokupna pisanina takich szmirusów, jak Edgar Wallace czy Mickey Spillane. (Chociaż w związku z tym ostatnim zaszedł ciekawy przypadek. Jedną z jego książek „Kiss me deadly” tak świetnie sfilmowano (1955 r.), iż
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze