Ostatni bój Giertycha

Chłopcy Romana

A wszystko to zrobione rękami ekipy, wydawałoby się, najbardziej prawicowej z prawicowych, najbardziej radykalnej z radykalnych i najmocniej antykomunistycznej na świecie. Chodzą więc po korytarzach telewizji chłopcy Romana i patrzą, kogo by tu jeszcze odstrzelić, a kogo z weteranów przywrócić. Oto ich zemsta, słodka jak piwo z sokiem zamawiane tradycyjnym hitlerowskim pozdrowieniem, oto ich triumf, tym większy, im bardziej wcześniej upadli. Oto ich praca, jedyna możliwa, bo nic innego, niż knuć przecież nie potrafią.

Sporo już dziś o nich wiemy. Rozumiemy, że mając gęby pełne frazesów, jednocześnie gotowi są niszczyć ludzi o wrażliwości konserwatywnej, którzy walcząc z układem – także tym medialnym – nigdy nie byli pieszczeni przez los, którzy nigdy nie dostawali akcji i nie zarabiali dziesiątków tysięcy złotych. Którzy ponad tani poklask salonów i święty spokój przez lata mówili prawdę, nawet wtedy, gdy przestrzeganie przed oczywistymi niebezpieczeństwami nazywane było oszołomstwem. Znamy też cel tych manewrów – chodzi o powrót do polityki, chodzi o przetrwanie za wszelką cenę w mediach publicznych choćby do wyborów do Parlamentu Europejskiego. Po to, by – co nawet nie jest ukrywane – wypromować maksymalnie dziwaczny i podejrzany projekt Libertas Polska i na grzbiecie irlandzkiego milionera wjechać do Brukseli, a potem z powrotem do Sejmu. Robią to bez względu na koszty. Jeśli ceną jest niszczenie ludzi przyzwoitych, a promowanie postkomunistów – robią to bez mrugnięcia okiem.

Wiemy też, że cały ten manewr podoba się liderom PO i SLD. To przecież nie przypadek, że w czasach, gdy TVP kierował Andrzej Urbański (starający się robić telewizję zrównoważoną, bo przecież nie prawicową), prace nad nową ustawą medialną były dla rządzących sprawą najpilniejszą na świecie. A gdy tylko Farfał przejął w TVP władzę – natychmiast zwolniły.

Nikomu już się nie spieszy, bo przecież i „czerwoni” i „...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: