Cóż mnie obchodzi wieczność

Dodano: 24/04/2009 - 38/2009 NGP
Poprzednie miesięczniki

Wieczność pachnie formaliną Jak wyobrażamy sobie wieczność? Dla większości z nas jest to jakieś nieokreślone jutro, które stanowi zerwanie ze wszystkim, co kochaliśmy. Zerwanie ze światem, który znaliśmy, który był skrojony na naszą miarę, a dzięki zdobyczom cywilizacji był wygodny i w miarę bezpieczny. Zerwanie z nami samymi, z tym wszystkim, czym byliśmy. I dlatego nie pragniemy wieczności, która przynosi nam „coś innego”, nie wiadomo co, w zamian za bliskość rzeczy znanych. Niektórzy wieczność sprowadzają do projekcji naszych doczesnych chwil. Jawi się ona jako bliżej nieokreślone przedłużenie pewnych momentów życia lub wieczna suma, rodzaj wiecznej mszy świętej, w której będziemy uczestniczyli razem ze swoimi bliskimi. Świadkowie Jehowy mają bardziej konkretne wyobrażenie wieczności. Po Armagedonie i Sądzie Ostatecznym nastąpi przywrócenie raju na Ziemi, sprawiedliwi wybrani przez Boga żyć będą w wiecznej szczęśliwości wśród nieskażonej przyrody i przyjaznych ludzi. Będą uprawiać ziemię, wielbić Jehowę, a lew będzie pasł się razem z jagniętami. Jednak zanim ludzkość osiągnie ten wspaniały etap, wszyscy umarli muszą pozostawać w stanie niebytu. W naszym umyśle pojęcie wieczności nierozerwalnie wiąże się z duszą nieśmiertelną, to ona, a nie my, uczestniczy w wieczności, ale nadchodzące święta Wielkiejnocy obiecują nam także zmartwychwstanie ciał. Jeszcze do połowy XX w. była to perspektywa do przyjęcia dla ludzkości. Jednakże przez ostatnie 50 lat wartość
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze