Kwiecień 2009

Nie wszędzie i przy średniej estetyce wygląd Polski coraz bardziej oddala się od beznadziejnej szarości komunizmu. I będzie się dalej oddalać. Podobnie, nawet przy nieruchawych lub kontrproduktywnych władzach, nierównomiernie, zbyt wolno, nie dla 100 proc. Polaków, podstawowy dla ludzi miernik – zbliżanie się do zachodniego poziomu  życia – będzie wzrastał.

Dziś rosną ceny energii, biednych nie stać na wykup lekarstw. Kryzys odbije się na losie wielu pracowników. Moje uwagi mogą wydawać się nie na miejscu, zabrzmieć nawet jak szyderstwo. Są jednak długoterminowe. Kryzys kiedyś się skończy i zgodnie z dzisiejszym założeniem optymistycznym, może jednak nie poprzez zniszczenie gospodarczej wolności. A Polacy są rzutcy, przedsiębiorczy, pracowici – dla większości z nich żadne utrudnienia nie są straszne.

Żyjemy w czasach eksplozji wynalazków. U początków ery cyfrowej, by tak rzec. Te wynalazki ułatwiają, przedłużają życie, czynią je wygodniejszym i – wiele więcej. Wcale nie muszą być dehumanizujące. Zagrożenia i złe strony, które również niosą z sobą, wielokrotnie wyliczano. Ale mają wiele dobrych skutków, czasem rewelacyjnych.

To prawda, iż młodym mogą nie tyle poszerzyć horyzonty, ile dodatkowo „wyszkolić” w bezmyślności. Na równi z okropną popkulturą, a także często makabrycznym, „zmodernizowanym” nauczaniem. Może jednak, wbrew wszystkiemu, rodzice zrozumieją w pełni wagę wpływu domu rodzinnego i prawdziwego kontaktu ze swymi pociechami. Polacy nadal traktują rodzinę jako wartość najwyższą. Jest chyba nadzieja, że spróbują wreszcie dowieść tego w praktyce. Traktując przy tym dzieci właśnie jak dzieci.

Nawet na problem, o którym piszę tak wiele, można, z pewnym wysiłkiem, spojrzeć ze strony jaśniejszej. Mimo intensywnej propagandy płynącej z kraju i zagranicy wierzyć się nie chce, by Polacy swej tożsamości pokornie się wyzbyli. Potraktowali jak śmieć naszą tradycję. Zaczęli wstydzić się polskiej odrębności. Z pogardą...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: