Bajki Dziadka Rybińskiego "Czerwony Kapturek, czyli jak to było naprawdę"

Poprzednie miesięczniki

Nie przestraszył się Czerwony Kapturek Wilka ani nie dał się wziąć na lep jego jęków, jeno drąga chwycił: – A pódziesz mi – powiada – paskudo jedna, nic ci nie dam, bo nie po to przez miesiąc cały swetry dziergałam na drutach, wycinanki ludowe wycinałam, kogutki z gliny lepiłam, żeby Wilki w lesie wspierać, tylko aby Babcię smakołykami ucieszyć. I poszła, a Wilk niepyszny ogon pod siebie wziął i w chaszcze znów się schował. Przybywszy do babci, opowiedział Kapturek o swoim spotkaniu z Wilkiem, czym wielce zacną staruszkę zasmucił. Z pełnymi ustami, bo szperkę na boczku jadła, zrobiła Babcia Czerwonemu Kapturkowi wykład o wrażliwości serca, spolegliwości i ładzie społecznym oraz że biednych wspomagać należy. A tak stanowczo mówiła, że się Czerwony Kapturek bardziej jeszcze zaczerwienił ze wstydu i poprawę obiecał. Następnym razem, gdy szedł znów do Babci z wiktem, zatrzymał się sam na rozstaju i Wilka zaczął przywoływać. Wypełzł Wilk ostrożnie ze swych komyszy, a Kapturek sprawiedliwie podzielił się z nim zawartością koszyka. Połowę serka, połowę kiełbasy wędzonej, połowę ciasta i nawet połowę połówki piołunówki Wilkowi oddał. I tak już od tej pory trwało, że za każdym razem przystawał Czerwony Kapturek, w drodze do Babci będący, przy Wilczym Rozłogu i Wilka Biednego litościwie wspierał. Odpasł się też w krótkim czasie Wilk, mordziaty się zrobił, sierść na nim porosła błyszcząca, a równocześnie hardy się stał i wymagający. – A co tam dziś mamy – zaczął powiadać, w koszyku
     
51%
pozostało do przeczytania: 49%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze