Lewicowy faszyzm

Poprzednie miesięczniki

Książka Jonaha Goldberga „Liberal Fascism” jest swego rodzaju reakcją. Samoobronną. Reakcją na tak upowszechniony obecnie zwyczaj, skądinąd dobrze nam znany, określania przez lewicowców, progresistów, wyznawców jedynie słusznych poglądów, kogokolwiek, kto się z nimi nie zgadza, mianem „faszysty”, a nawet „nazisty”. Oraz „rasisty” (w Polsce – „ksenofoba”). Dosyć tego – pisze autor i dostarcza zniesławianym amunicji. Wiecie, co to jest „faszyzm”? – pyta oszczerców. Chyba nie za bardzo. No, to posłuchajcie. Wybitny historyk brytyjski Paul Johnson w swej recenzji zarzuca delikatnie autorowi (choć zarazem przyznaje, że gdy dopieką mu szczególnie autokratyczne zapędy lewicy, sam, w złości, używa czasem terminu „lewicowy faszyzm”), że wprowadza do i tak nieprecyzyjnie używanych określeń dodatkowy zamęt pojęciowy. Ponadto cechy lewicowych ruchów mają jednak więcej wspólnego z leninizmem. Atoli nikt (poza Polską) nie oskarżał ludzi prawicy o kierowanie się postawami komunistycznymi. Na temat podobieństw najsłynniejszych totalitaryzmów napisano już wiele. O bliskości, chociażby rewolty lat 60. i 70. XX wieku, do zgoła faszystowskich założeń – niemalże nic. Książka zawiera ponadto zestaw zupełnie nieznanych cytatów i faktów, wielce pouczających. Nie zamierzam omawiać jej całości. Warto jednak zauważyć, iż chociaż jest pisana z perspektywy amerykańskiej, to w znacznym stopniu odnosi się do całego Zachodu. A w pewnej mierze – do jego współczesności. Najsensowniej jest chyba zacząć od
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze