Maj 2008

Lekceważące podejście do sfery idei nie tylko zachowano. Połączono je z manierą stereotypowego, bezkrytycznego naśladownictwa zgoła wszystkiego światowego, europejskiego. Wynika to pewno z jakichś głębokich kompleksów niższości, pokrywanych pohukiwaniami o nowoczesności i modernizacji, co ma ostatecznie zamknąć dyskusję.

Krytykę (najczęściej nie najmądrzejszą) niektórych z mało pięknych zjawisk „na Zachodzie” oddano, niejako w prezencie, grupom autentycznie, a nieraz szkaradnie radykalnym. To dodatkowo dobiło wszelką dyskusję.

Trwały i trwają batalie partyjne, ich główni aktorzy się zmieniają, a sfera, o której mówimy, jest wciąż jakby omijana szerokim łukiem.

Ja zaś mam dziwne wrażenie, iż wewnątrzpolskie zmagania, nie bagatelizując ich znaczenia, mają wagę wtórną wobec tematu tu poruszanego. Należymy już przecież do owych instytucji międzynarodowych, mówimy więc o przyszłości cywilizacyjnej naszego kraju. O czymś absolutnie zasadniczym, podstawowym.

Dlatego drażnią niezmiernie ci liczni, którzy oceniają wszystko pod kątem ekonomizmu, jakby nic poza nim nie istniało. A ludzie różnią się jednak nieco od zwierząt.

Przypadłości zachodniej, europejskiej cywilizacji, zagrożenia, przed którymi stoi, są tak liczne, iż niełatwo je nawet wszystkie wymienić.

A ma to, paradoksalnie, miejsce, kiedy triumfalnie sygnuje się jakieś traktaty i z wielkim zadufaniem obwieszcza się powstanie europejskiego imperium, które, stanowiąc panaceum na jakiekolwiek bolączki, zapewni nam świetlaną przyszłość we wszystkich wymiarach.

Tymaczasem cywilizacja europejska sprawia wrażenie zmęczonej. To nie tylko autodestrukcyjne tendencje, o czym pisałem wielokrotnie. Nie sposób jednak o nich, raz jeszcze przynajmniej, nie wspomnieć.

Próba wyrzeczenia się przeszłości, tradycji, tożsamości, odwrócenie się od religii, to nie są detale, które mogłyby zastąpić autostrady.

Chodzi o zagubienie...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: