Z nocnej szafki

Poprzednie miesięczniki

„Klub wielbłądów” Baldacciego posiada sprawną, poprawną politycznie intrygę – grupa ekscentryków, wyznawców spiskowej teorii dziejów, staje się przypadkowym świadkiem morderstwa upozorowanego na samobójstwo, podejmuje więc (przy współpracy jednego sprawiedliwego z Tajnych Służb) śledztwo, które odkryje spisek złych ludzi z administracji, zamierzających – za pomocą prowokacji wykorzystującej islamskich terrorystów – skłonić USA do nuklearnego ataku na Syrię. Nawiasem mówiąc, kasztany z tego ognia mają wyciągnąć północni Koreańczycy. Wniosek: terroryści są paskudni, ale amerykańscy militaryści i podżegacze wojenni jeszcze gorsi, ale to wiem jeszcze z czasów „Żołnierza Wolności” i „Tu Jedynki”. Na osłodę oryginalna postać Dżamili – terrorystki zatrudnionej jako gosposia w amerykańskiej rodzinie. Na tym tle „Afgańczyk” Forsytha prezentuje się znacznie lepiej. Autor pozostaje patriotą Zachodu, który nie utracił ani umiejętności odróżniania dobra od zła, ani sprawności warsztatowej. Zawiązanie akcji – rachunek na zakup telefonu komórkowego znaleziony u brytyjskiego terrorysty, który doprowadza do prominenta Al-Kaidy – świetne. Podstawiony agent w miejsce mudżaheddina, zwolniony Guantanamo prawdopodobny. Realia militarne – perfekcyjne, plenery afgańskie, indonezyjskie – jak żywe, przygotowania akcji – jak w „Psach wojny” – niezawodne. Czego więc brak? Może za dużo przygotowań, a za mało samej akcji (wątek ucieczki właściwego Afgańczyka niewykorzystany). A może filmy akcji za bardzo
     
29%
pozostało do przeczytania: 71%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze