O księciu Ropuchu i dziewkach z ludu

Poprzednie miesięczniki

I wtedy ludzie sobie przypomnieli, że zaginiony książę demokratą był zawołanym, w sukmanie na co dzień chodził, po szynkach się z ludem prostym pospolitował, o równości prawił, o mądrości zbiorowej, pańszczyznę znieść obiecywał i równy podział dóbr wprowadzić. Starcy, eksperiencją najmądrzejsi, prawić więc poczęli, że nie żadna księżniczka, tylko prosta dziewka z ukochanego przez księcia ludu może Ropucha odczarować. I zaraz kolejki dziewuch ustawiać się zaczęły pod zamkiem, bo każda chciała księcia odczarować, za męża go wziąć, na tronie zasiąść i z nim sprawiedliwość społeczną stanowić. Dzień i noc cmokanie w całej stolicy słychać było, Ropuch rany już na pysku paskudnym miał od całowania, a zmiany żadne w nim nie następowały. Pod murami,  w tłumie innych, stała też Marcysia, uboga pasterka gęsi, ale bystra bardzo. Marcysia kolejkę sobie zajęła, na listę społeczną się wpisując, i pomknęła do boru, gdzie w chatce trzcinowej mieszkał, korzonkami się żywiący i wodę źródlaną popijający pustelnik wielce wiekowy, mądrością nabrzmiały. Opowiedziała mu Marcysia o Ropuchu i o radę poprosiła, a starzec, pomyślawszy chwilę, odparł: – Ależ to proste. Wy go ze złej strony całujecie. Trzeba z odwrotnej. Wróciła ucieszona pasterka pod zamek, a kiedy jej kolej przyszła, zamiast w gębę, z drugiej strony Ropucha pocałowała. I co powiecie? Błysnęło, huknęło i przed Marcysią stanął książę jak z obrazka, rumiany na twarzy i w koronie. Uradowany król wesele zaraz im wyprawił wspaniałe. I ja tam
     
84%
pozostało do przeczytania: 16%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze