Transformers postkomunizmu

Poprzednie miesięczniki

Reformator, czyli transformacja pierwsza Pierwsza, największa, transformacja męża Jolanty trwa od połowy lat 80. Jak niegdyś wytłumaczył sam prezydent, nie poszedł „za tym owczym pędem” w 1980 r. Wraz z nim nie poszło kilku innych młodych obrotnych. Ich czas nadszedł cztery lata później – w roku, w którym zamordowano księdza Popiełuszkę. Według definicji Jadwigi Staniszkis 1984 r. miał stać się datą założycielską dla całej generacji młodych pragmatyków, którzy przygotowywali bezpieczny rejs części partyjnych z realnego socjalizmu w kapitalizm. Raźno, dzięki przyznawanym koncesjom, organizowali spółki polonijne, krajowe biznesy, które po uwolnieniu działalności gospodarczej przez ministra Wilczka można było z łatwością zalegalizować. Jak to się stało, że ten cyniczny człowiek stał się w oczach elektoratu lewicowym ideowcem, facetem myślącym kategoriami zjednoczonej Europy, mężem stanu? Z mianowania. Mianującym był Główny Mianujący naszych czasów. Ten sam, który komunistycznego kapusia Andrzeja Szczypiorskiego nominował na pierwszy autorytet moralny, a Kiszczaka na człowieka honoru. A za nim jego gazeta. To telewizyjne debaty Adama Michnika z Kwaśniewskim pozwoliły temu ostatniemu stać się rozsądną twarzą PZPR. Reformatorem, socjalistycznym modernistą, a później europostępowcem. To dzięki namaszczeniu „Gazety” Kwaśniewski mógł wyjść z postkomunistycznego getta i przeprowadzić dzieci PZPR przez ich Morze Czerwone.Równiacha, czyli transformacja druga
23%
pozostało do przeczytania: 77%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze