Coming Out Mańkuta

Poprzednie miesięczniki

Nie jestem sam. Jest nas, wedle statystyk, aż 10 proc. Stłamszeni, zgnębieni przez archaiczny kult praworęczności, do tej pory kryliśmy się w milczeniu. Dziś czas je przełamać. Każdy leworęczny wie, jakie trudności spiętrzyło przed nami społeczeństwo zdominowane przez opresyjną praworęczną większość. Zaczyna się już w domu rodzinnym, ale przede wszystkim w szkole. Pierwszym narzędziem represji jest długopis. Jakkolwiek go nie chwycić, zasłaniamy sobie ręką to, co już napisaliśmy. Szybkie pisanie prowadzi do bólu dłoni, ramienia, barku, kręgosłupa. Pióro to dla leworęcznych już wręcz średniowieczne narzędzie tortur. Dobrze jeśli w tuszu upaprana pozostanie tylko dłoń, a nie rękawy, łokcie, a nawet nos i uszy. Leworęczni gnębieni są także przez szkolne otoczenie. Z reguły sprawniej do rówieśników się boksują. To poprzez element zaskoczenia, jaki stanowi wyprowadzanie ciosu lewą pięścią. A to szybko prowadzi do nietolerancji, odwracania się do nich plecami, a także represyjnych zachowań ze strony nauczycieli. Ci ostatni tępo realizują szkolne prawo. Nie biorą przy tym pod uwagę czynnika łagodzącego, jakim jest fakt, że rozkwaszającym komuś nos była osoba leworęczna. A więc z definicji niewinna i słabsza. W dorosłe życie leworęczny wkracza złamany i przygotowany na płynące z wszelkich stron represje. Faszyzujący i kipiący nietolerancją projektanci samochodów montują popielniczki samochodowe z reguły z prawej strony kierowcy. Leworęcznym pozostaje otwarta szyba i kiepowanie na
     
26%
pozostało do przeczytania: 74%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze