Na linii Berlin - Moskwa powiało mrozem

Poprzednie miesięczniki

Próba przeciwstawienia sobie dwóch wyzwolicieli spod faszystowskiego reżimu, Stanów Zjednoczonych i Związku Sowieckiego, nie dawała efektów. Niemcy zapomnieli o tym, co oznaczało dla 17 mln Niemców na wschodzie powstanie NRD i sowiecką okupację. Zapomnieli też o długu wdzięczności wobec amerykańskich żołnierzy, którzy ginęli w walce z hitlerowską armią. A może nie zapomnieli, tylko nie lubią być wdzięczni. I czują się upokorzeni. Co innego Rosja. Sowieckie łagry, w których zamęczono tysiące żołnierzy Wehrmachtu, rabunek i gwałty dokonywane przez żołnierzy Czerwonej Armii na niemieckich dziewczynkach, kobietach i staruszkach w zwycięskim marszu od Moskwy do Berlina zostały jakby zapomniane. I mało kto odważył się o nich mówić publicznie. Można by odnieść wrażenie, że Niemcy czują największy szacunek dla tych, którzy ich potraktowali z góry, brutalnie i bezwzględnie. Nie licząc się z międzynarodowymi konwencjami i układami. W Rosji do dziś zgromadzone są bezcenne skarby niemieckiej kultury, ale władze niemieckie potulnie pogodziły się z tym faktem, na nieśmiałe próby odzyskania niektórych z nich usłyszeli bezceremonialną odpowiedź – to są łupy wojenne i basta. Ta osobliwa Hassliebe (nienawistna miłość) Niemiec, jako państwa, i Niemców, jako społeczeństwa, do Rosji i Rosjan odżyła po upadku żelaznej kurtyny. Swoje apogeum osiągnęła za czasów kanclerstwa Gerharda Schroedera. Kanclerz na znak miłości do Putina zaadoptował dwie rosyjskie sierotki oraz podjął decyzję o budowie rury
     
16%
pozostało do przeczytania: 84%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze