Obrona Polskiej Techniki

Poprzednie miesięczniki

W technice pociągał mnie romantyzm pracy konstruktora. Wyposażony jedynie w wyobraźnię i logikę konstruktor zmuszał materię do realizacji swej wizji. Realizacja wizji mostu, okrętu czy pałacu wymagała ogromnych środków, a przede wszystkim zgody „odnośnych czynników”. Elektronikowi wystarczało kilkadziesiąt kryształków germanu czy krzemu i druciki. Jeśli tylko miał dostęp do przyrządów pomiarowych, mógł realizować swą wizję, nie pytając o zgodę. Praca na politechnice dawała tu szerokie możliwości. Lecz gdy opadał stan zachwytu, z jakim patrzyliśmy na układ, który niedawno istniał tylko w naszej wyobraźni, a teraz działa dokładnie tak, jak to wymyśliliśmy, powracało pytanie: komu będzie to służyć? Ujęliśmy to w formułę: „wszystko, co wymyślisz, może być użyte przeciwko tobie”. Otrzymaliśmy propozycję zbudowania elektronicznego systemu kontroli pracowników Stoczni Gdańskiej jako pracy zleconej na fantastycznych warunkach finansowych. Każdy zarobiłby na samochód. Wzięliśmy się do intensywnej pracy i wkrótce mieliśmy niemal gotowy projekt. Tylko czy zgodzą się kupić amerykańskie czytniki? Wtedy ktoś powiedział: „Kupią, żeby pognębić robotników, komuna da dolary”. Oprzytomnieliśmy. Chcieliśmy zarobić na samochody na pognębieniu robotników! Pomysłów, które mogły być użyte „przeciw”, nie ujawnialiśmy. Wynalazki nieszkodliwe, niepotrzebne w bieżącej pracy wędrowały do szuflady. Raz w miesiącu jeden z nas porównywał je z patentami USA, które ZSRR publikował w miesięczniku „Żurnał
     
24%
pozostało do przeczytania: 76%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze