LISTOPAD 2010

O tzw. korzeniach tego, co obserwujemy, można by napisać szalenie dużo. Czy pamiętamy, co Józef Mackiewicz określał jako główną zasadę komunizmu, sprawdzoną metodę ogłupiania i indoktrynowania ludzi? Mówiąc oczywiście w przenośni – pokazywano im biały sufit, uparcie wmawiając, że jest czarny, jak smoła. I że tę czerń mają wychwalać (lub potępiać, w zależności o co chodziło).

W „1984” Orwella urządzano przymusowe „seanse nienawiści”, przy czym, bo była to wszakże pozycja futurystyczna, oddziaływanie niezmiernie udoskonalano. Naciskano wskazane psychologicznie klawisze. I ludzie, niejako automatycznie, wydawali okrzyki oburzenia i gniewu. Tak jak chciał Wielki Brat.

Można twierdzić, że komuniści z czasów Mackiewicza po prostu zastraszali, bo mieli w zanadrzu więzienie, przemoc fizyczną. Lecz jeśli dziś tak wielu ludzi, praktycznie dobrowolnie, twierdzi, że sufit jest czarny, to narzucają się wnioski skrajnie pesymistyczne.
Czyżby te rzesze znalazły się już daleko na drodze opisanej przez Orwella: totalnego zindoktrynowania, pozbycia się samodzielnego myślenia? Zupełnej niewrażliwości na absolutne łgarstwo, całkowite odwracanie rzeczywistości? Odrzucenia wszelkich granic przyzwoitości wobec tych rodaków, których wskazano im jako zasługujących na pogardę?

Nie jest przesadą obciążanie ogromną częścią winy wielkich mediów. Jeszcze nie tak dawno publicystów i komentatorów niestawiających na czysty oportunizm było jakby znacznie więcej niż obecnie.

I mieli z nieodległej przeszłości odstręczające przykłady czasów zunifikowania. Czy przypominamy sobie okres, w którym ludzie zapiekli w nienawiści wymachiwali manifestem poetessy Szymborskiej pn. „Nienawiść”? To też było kompletne odwracanie rzeczywistości. Tyle że od tamtych chwil dokonano wielkiego, profesjonalnego „postępu”.

Powiedzą, że to ograna śpiewka, ale wina, odpowiedzialność także mediów nie od początku załganych jest ewidentna. Od dawna nagminnie...
[pozostało do przeczytania 50% tekstu]
Dostęp do artykułów: