Bajki Dziadka Rybińskiego. O krzywdzie smoków

Poprzednie miesięczniki

Ludzie zrazu się cieszyli, że to, powiadali, smoki się oswoi, wytresuje i przyuczy, żeby ogień z gęby pod kociołki puszczały, w których strawa się warzy i że korzyść to będzie wielka, zwłaszcza że po przejściu Wyrwidęba opału był niedostatek. Ale smoki ani myślały polewkę ludziom warzyć, tylko same chciały się nażreć do syta. Toteż ludzie znikać zaczęli, najpierw pojedynczo, potem całymi grupami, a już najwięcej dziewice. Kości tylko czasami znajdowano nieogryzione. Dużo czasu nie upłynęło, a smoki ogłosiły uniwersał, że odtąd tylko przy nich władza i decyzja dla dobra ludzi wszystkich, a kto by się temu sprzeciwiał, jako zdrajca zostanie pożarty. I poszło ku lepszemu. Smoki za przypadkowymi przestały się po pustkowiach uganiać, z zasadzki na nieświadomych napadać, tylko siedziały rozparte na ogonie, gdzie tam któremu wypadło, i czekały, aby im dziewice po tuzinie, a czasem i po mendlu, przyprowadzano. Wybredne się zrobiły, urodziwe tylko akceptowały, a brzydkie z powrotem odsyłały z zaleceniem operacji plastycznej, byle bez silikonu. Żarły tylko i bekały, a każde takie beknięcie to była apostrofa do sojuszu ludzi ze smokami. Ukrywali niektórzy swoje córki jeszcze dziewice, ale zawsze znalazł się ktoś, kto smokom doniósł, że ten czy ów w szafie dziewice chowa na czarną godzinę, czym sobie na smoczą pochwałę i pogłaskanie pazurzastą łapą zasługiwał. A potem smok zżerał dziewicę razem z szafą, tylko kluczyk wypluwał. No i tak się to ciągnęło dekadami, aż przyszedł kryzys, bo
     
32%
pozostało do przeczytania: 68%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze