Moje Bieszczady Wilki

Poprzednie miesięczniki

Wizyty leśnych sąsiadów to w Bieszczadach rzecz normalna. Lisy szukające drogi do kurników, jelenie karpackie podchodzące zimą pod zabudowania, przemykający bezgłośnie cień rysia, żubr wędrowiec, wiszący bez ruchu hen nad głową w niebiosach orzeł przedni. A wiosną, gdy bacowie wyprowadzają na połoniny stada owiec, czekają już tam na nie wilki. Ale wilki to całkiem inna sprawa. To inteligentni, przebiegli i bezlitośni zabójcy. Nawet gdy nie są głodni. Wiosna 1990 r. przyniosła Bieszczadom dużo większe zagrożenie niż wilcza wataha. Powstały w 1978 r. w Dębicy, zatrudniający 34 tys. osób w 18 województwach, Kombinat Przemysłowo-Rolniczy Igloopol zaczął tonąć i rozpadać się na kawałki. Igloopol to hodowle, mrożonki, przetwory, konserwy, alkohol, samochody, maszyny, meble i nie wiadomo co jeszcze. Moloch na glinianych, pompowanych przez Skarb Państwa nogach. Działający na bazie całkowitych zwolnień od podatków, ulg, dotacji i kredytów bankowych. Gromadzący i obejmujący w posiadanie wszystko, co się da – ruchome i nieruchome, zadłużone i zadłużające się. Powiększający swą papierową wielkość i wartość w zadziwiający sposób i w trudnym do zrozumienia celu. Do czasu. W Bieszczadach na drodze ekspansji Igloopolu stał Bieszczadzki Park Narodowy. Utworzony w 1973 r., o powierzchni 5587 ha, obejmował zaledwie ułamek terenów wymagających ochrony. Próba powiększenia Parku do optymalnych 30 000 ha w 1981 r. nie powiodła się. Dlaczego? Kilka miesięcy potem większość państwowych gruntów
     
25%
pozostało do przeczytania: 75%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze