Szlakiem młodzieńczych fascynacji – Wenezuela

Poprzednie miesięczniki

Jednak nie populistyczny prezydent Wenezueli, który właśnie obwieścił nacjonalizację naftowych zasobów, co przełożyło się natychmiast na wzrost ceny benzyny (i tak czterokrotnie tańszej niż u nas), ściągnął mnie tym razem do Ameryki Południowej, ale bohaterowie dziecięcych lektur – Edward Mallone i profesor Challenger – wymyśleni przez Arthura Conan Doyle’a oraz  John Bober – Biały Jaguar – bohater trylogii Arkadego Fiedlera. Boże, jak ja zawsze chciałem podróżować jak oni! Po wielu latach mam szansę. Już drugiego dnia pobytu sześcioosobową Cesną ruszam z Cuidad Bolivar (dawnej Angostury) na południowy wschód, w kierunku „zaginionych światów”. Przelatuję nad ogromną Orinoko, przecinam wielki zbiornik na złotodajnej Caroni. Wnet krajobraz suchego stepu, pełnego czerwonawych, niegojących się ran po odkrywkowych wyrobiskach i wykarczowanych lasach, ustępuje jednolitemu, gęstemu dywanowi wiecznie zielonej selvy, poprzecinanej ciemnymi korytami wielkich rzek. Celem lotu są gigantyczne tepuyes, odseparowane płaskowyże wyrastające kilometrowymi pionowymi ścianami ponad tropikalną dżunglę, nadgryzione kanionami rzek, ale niedostępne, przerażające. I całkiem liczne. Uważa się, że bohaterowie Conan Doyle’a udali się na poszukiwanie dinozaurów do położonej na granicy Gujany, Wenezueli i Brazylii Sierra Roraima. Na pierwsze spotkanie z Nieznanym wybieram Auyan Tepui, tzw. Górę Diabła, liczący ponad 700 km2 płaskowyż w dżungli. W porównaniu z ekspedycją prof. Challengera, mam warunki
20%
pozostało do przeczytania: 80%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze