Listy na Berdyczów

Poprzednie miesięczniki

Aż tu niespodzianka! Przypadkiem okazało się, że w Głównym Nurcie środków masowego przekazu mają prawo do swej opowieści nie tylko ofiary zamachu na World Trade Center, azjatyckiego tsunami czy tajfunu w Nowym Orleanie. TVP Polonia, towar eksportowy, a po trosze listek figowy coraz bardziej komercjalizującej się telewizji publicznej, wyemitowała film Ewy Szprynger i Mirosława Chojeckiego „A zaczęło się wszystko na Kresach...”. W tym dokumencie z 2005 r. pojawili się m.in.: abp Henryk Gulbinowicz, profesorowie Anna Czekanowska, Hanna Świda-Zięba i Kazimierz Żygulski, Zofia Helwing, Andrzej Wat oraz Wojciech Dzieduszycki, o którego agenturalnych zatrudnieniach wówczas jeszcze nie wiedziano. Ponieważ dane mi było poznać poprzez żywą tradycję dzieje wielu rodzin ze wschodu Rzeczypospolitej, a ludzie o tamtejszej formacji inteligenckiej kształcili mnie od podstawówki po uniwersytet, mogłem, nie tracąc czasu, wejść w wątek Epopei Kresowej. W Epopei Kresowej, jaką słyszę od zawsze, ciepła i pełna dyskrecji opowieść o ludzkich sprawach miesza się ze świadectwem udręk, które wołają o pomstę do nieba. Przyrodę otacza się domowym sentymentem, a bez gniewu i urazy przyjmuje się to, co w niej nieprzystępne i okrutne. Społeczność kresowa umie pogrążać się w szczęśliwym bezczasie, ale też zna historię od najgorszej strony; i człowiek stamtąd wie, że na dzikich polach dziejów nagle wszystko może popaść w ruinę, a jedyny wówczas punkt oparcia to stałość własnego ducha. Człowiek Kresów
     
29%
pozostało do przeczytania: 71%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze