Kondycja polskiej prasy (ujmując całkowicie apartyjnie) jest nadzwyczaj marna

Mieszkam w okolicy, gdzie, niestety, gnieździ się dużo byłych ubeków i esbeków. Z miejsca rozpoznawalnych. O ogorzałych, bulwiastych twarzach. Z reguły proszą w kiosku o „Trybunę” i „Gazetę Wyborczą”. Nigdy nie czytałem „Trybuny”, więc pomyślałem sobie, a po co mi właściwie ta druga gadzinówka? Ani o jotę nie przesadzam, tak ją określając. Rewolwerowe tytuły, niedostrzeganie tego, co „linii redakcji” nie odpowiada, propaganda niesłychanie nachalna, prostacka. Naprawdę zbliżona do komunistycznej. A przy tym udawanie bezstronności „gazety dla wszystkich”. Coś nie do zniesienia. Więc uwolniłem się od tej codziennej zmory. Całkowicie, na zawsze.

I z miejsca mam lepsze samopoczucie....
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: