Ugoda z Pieskowej Skały

Im bardziej radykalna opozycja straszyła PiS i Kaczyńskimi przed wyborami, licząc, że przysporzy jej to wyborców, tym trudniejsze będą dla niej nadchodzące miesiące i lata. Skoro nie udało się obalić „koszmarnych rządów prawicy”, to przyjdzie jej żyć długie lata pod koszmarnymi rządami. Chyba że… Chyba że pójdzie po rozum do głowy i przyzna, że to była jedynie retoryka wyborcza.

W masowe nawrócenia na zdrowy rozsądek wśród opozycyjnych polityków nie wierzę. Olejniczak, Szmajdziński, Sierakowska mieli czas i z tego czasu nie skorzystali. Podobnie jak ci politycy Platformy, którzy byli gotowi zawrzeć pakt nawet z diabłem, aby tylko prof. Terlecki nie pokonał prof. Majchrowskiego w królewskim Krakowie. Doświadczenie Kościoła podpowiada, że najtrwalsze są nawrócenia indywidualne, które pociągają za sobą przemianę małych społeczności. Skoro tak, to nadzieję pokładam w tych politykach dobrej woli z PO, którzy nie ugięli się pod presją i głosowali zgodnie ze swoim sumieniem. Prorocy nowych czasów są z reguły lekceważeni i tępieni. By nie szukać przykładów daleko od Krakowa, przypomnijmy los skromnej siostry Faustyny.

Od niedzieli 27 listopada Polska weszła w kilkuletni okres stabilizacji politycznej. Wygrają na niej ci politycy po wszystkich stronach konfliktów politycznych, którzy jak najszybciej przekują miecze na lemiesze. Jeśli od najbliższych wyborów parlamentarnych dzielą nas trzy lata, to praca organiczna musi zastąpić walkę polityczną. Tego dopomina się zdrowy rozsądek i wyborcy.

Kiedy wojna dobiegała końca, zwycięzcy i pokonani spotykali się na jakimś zamku, by urządzić świat na nowych zasadach. Za dnia, w ciszy zamkowych krużganków uzgadniano nowy podział wpływów i władzy, a wieczorami odbywały się kolacje i bale, które przeszły do historii europejskiej dyplomacji. Na koniec negocjacji w świat szedł komunikat o traktacie zawartym w pałacu w Wersalu, o unii podpisanej na zamku w Krewie.

Idąc tym tropem, podpowiadam...
[pozostało do przeczytania 56% tekstu]
Dostęp do artykułów: