James Bond z dzikich pól

Postać Rokossowskiego opisana przez Niezbrzyckiego w znacznej części pokrywa się z obrazem, jaki współcześnie w piosence „Sowieci” kreśli Kazik Staszewski: „A ten gruby, co na przedzie, na kradzionym koniu jedzie, to Rokossowski, marszałek Polski! Kryj się, kryj!”. Był 1928 rok i 32-letni, sześć lat starszy od Polaka, Rokossowski nie był wprawdzie jeszcze aż tak gruby – Niezbrzycki odnotowuje jego „doskonałą postawę i moderunek żołnierski” – jednak zalecenie „krycia się” wydawało się być na miejscu.

Zgłaszając się do polskiego konsulatu w celu załatwienia formalności związanych ze spadkiem na Wołyniu, Rokossowski deklarował: „W wojnie polsko-sowieckiej udziału nie brałem. Wolałem na frontach wojny cywilnej bić ukraińską i rosyjską swołocz kontrrewolucyjną”. Niezbrzycki scharakteryzuje go później: „Widać było typową wojskową szkołę rosyjską, zabijającą inteligencję, a znakomicie wyrabiającą dyscyplinę i wyrobienie fachowe”. I kawałek dalej: „Człowiek cyniczny i amoralny, bez głębszego podkładu ideowego nawet w komunistycznym tego słowa zrozumieniu. [...] – Karierowicz! – pomyślałem sobie – gdy, zaopatrzony w potrzebne mu dokumenty, opuszczał konsulat”.

Rosyjski Azef i polski Hamlet

„Był wybitną inteligencją” – pisał o Niezbrzyckim Jerzy Giedroyć. Przez 20 lat byli przyjaciółmi, przez kilkanaście – przeciwnikami. Konflikt pomiędzy nimi to jedna z przyczyn, dla których Wraga pozostaje dziś postacią zapomnianą. Z większych publikacji po 1989 r. na jego temat znalazłem zaledwie cztery – przyjaciela Włodzimierza Bączkowskiego w nowojorskim piśmie „Niepodległość” oraz trzy krajowe – Remigiusza Włast-Matuszaka w „Tygodniku Solidarność” oraz Sławomira Cenckiewicza i prof. Ryszarda Szawłowskiego w „Arcanach”.

Oryginalna myśl jednego z najwybitniejszych sowietologów na świecie szła w poprzek schematów miłych uchu polskich obozów politycznych i dla co najmniej kilku pozostaje niewygodna do dziś. W tekstach Wragi...
[pozostało do przeczytania 93% tekstu]
Dostęp do artykułów: