Jak święty Antoni wystraszył NKWD

Poprzednie miesięczniki

Jadwiga miała 19 lat, gdy Sowietów zastąpili w Grodnie Niemcy. Wypierali komunistów tak szybko, że dziś nawet nie pamięta, kiedy dokładnie zajęli jej rodzinną Strubnicę. Młodych i zdrowych spisali – mieli jechać na roboty do Niemiec. Matka Jadwiśki szalała z rozpaczy. Nie chciała, by jedyna córka poszła w nieznane. Zbawienny w skutkach pomysł przyszedł do głowy starszej ciotce. Kobieta wzięła pannę pod rękę, w drugą chwyciła koszyk zapakowany cennymi wiktuałami: miodem, jajami i kiełbasą. Popędziły na plebanię. – Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Gospodynię księdzu przyprowadziłam – wyrecytowała, gdy tylko stary proboszcz zdążył otworzyć drzwi. Duchowny podrapał się po głowie. Spytał Jadwiśki, co potrafi i czy jest pewna, że poradzi sobie z całą gospodarką. Ona płonęła ze wstydu. Ale ciotka nie dała za wygraną. Tak długo zachwalała pracowitość i uczciwość młodej kuzynki, biadoliła nad jej niepewnym losem, aż proboszcz uległ. Od kilku miesięcy cała plebania była na jego głowie, bo poprzednia gosposia wyjechała. Posada przy duchownym podczas okupacji sowieckiej była dość ryzykownym zajęciem. Ksiądz całą noc myślał, jak wybawić Jadwiśkę z opresji. Rankiem pojechał bryczką do niemieckiego dowództwa. Zabrał cenny koszyk. A że mówił biegle w języku nowego okupanta, porozumienie okazało się dość proste. Erudycja i wiktuały zrobiły swoje. Dane Jadwigi wykreślono z listy wyjazdowej. Dziewczyna mogła bezpiecznie rozpocząć pracę na plebanii. Na dobry początek ksiądz wręczył jej
     
21%
pozostało do przeczytania: 79%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze