Najcenniejsza blizna

Dodano: 24/03/2006 - 1/2006 NGP
Poprzednie miesięczniki

W powszechnej świadomości nadal panuje przekonanie, w myśl którego śmierć noworodka, nie wspominając już o stracie ciąży, jest dużo mniej przykrym doświadczeniem niż odejście osoby starszej. „Położna doradzała mi, żebym się nie przejmowała. Nawet się pani nie zdążyła przyzwyczaić, mówiła” – wspomina Ewa, która dwa lata temu urodziła martwą córeczkę. „Będzie następne, młodzi jesteście”. Myśla łam, że zwariuję, nie mogłam tego słuchać – ścisza głos. Do szpitala przyjechała sama. Mąż był ponad 300 kilometrów od domu. Zanim wrócił, było już po wszystkim. Kilka godzin po porodzie były dla niej istnym piekłem. Ewa czuła, że nikt nie rozumie jej bólu. Nie pozwolono jej zobaczyć córeczki, bo mogłaby to za bardzo przeżyć. Nie wiedziała nawet, gdzie zabrano jej maleństwo i co się z nim stanie. „Czułam się beznadziejną matką. Zostawiłam swoje dziecko, ani razu go nie przytuliłam” – nie może powstrzymać płaczu. Po dwóch godzinach spędzonych na sali porodowej przewieźli ją na oddział patologii ciąży. Obok niej leżało pięć przyszłych mam. Każda miała jakieś problemy, ale także szansę na urodzenie zdrowego dziecka. Kilka razy dziennie słyszała bicia dziecięcych serc. Prosiła o przeniesienie na inną salę, ale szpital nie miał specjalnych miejsc dla matek, które straciły dziecko. „Na położniczym będzie pani jeszcze gorzej, bo tam leżą kobiety z noworodkami” – tłumaczyli. W Polsce nie ma wypracowanych standardów postępowania wobec kobiet, które straciły dziecko. Zaledwie kilka szpitali ma
     
16%
pozostało do przeczytania: 84%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze