REDAKTOR NIEŚWIĘTY

Jeśli zaś chcemy szukać spraw niepięknych, sięgajmy po autobiografie. Grzeszmy z takimi książkami w ręku. Są to świadectwa bardzo szczere, bez tego blichtru, jaki bohaterom próbują nadawać biografowie. W tej autobiografii znajduję opowieść człowieka bardzo mi bliskiego. Sam kiedyś pracowałem w gabinecie politycznym, więc bliska mi jest ta Giedroyciowa perspektywa zaplecza, wiara, że dzieją się tam rzeczy ciekawe, że można wiele zrobić. Z dzisiejszej perspektywy jednak włos się czasem jeży na głowie. To zaplecze gabinetowe, o którym pisze Giedroyć, jest polem oddziaływania służb specjalnych. AAAA! Wykrzykną tu niektórzy. Ano: AAAA! Oczywiście, przedwojenna „dwójka” jest niedościgłym wzorem, służba w niej to zaszczyt i duma, a przy tym twarda szkoła państwowego myślenia. Przedwojenna Polska też niewiele przypomina III RP i jej patologiczne służby. Nie burzę się więc tak bardzo, że grono najbliższych przyjaciół Giedroycia (a kto wie, czy i nie on sam) miało wojskowe stopnie, do których nie mogło się przyznawać. Nie o oburzanie tu chodzi, ale o perspektywę właśnie. Giedroyciowe myślenie o Polsce jest głęboko antyrepublikańskie. To myślenie, które koncentruje się na tym, co na zapleczu, i na tym, co niewidoczne, ustalane arbitralnie i ponad głowami obywateli. Myślenie, któremu obce jest sarmackie sejmikowanie. Ta skaza pozostała mu do końca. Swego rodzaju buta działacza politycznego, który wie o wiele więcej od ciemnego ludu. Tak też należy czytać fragment autobiografii: „
     
45%
pozostało do przeczytania: 55%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze