NIE CZAS NA ROMANTYZM

Nie było debaty Kaczyński–Tusk, to dobrze czy źle?

Po debacie Kaczyński–Lis kolejne takie starcie było zupełnie niepotrzebne. Uważam, że wybór Lisa zamiast Tuska był trafniejszy, bo precyzyjniej wskazuje realnego przeciwnika.

Dlaczego PiS nie potrafił, mimo z pozoru sprzyjających okoliczności, przekonać wyborców, że jest jasną i wyraźną alternatywą dla rządów koalicji PO–PSL?

Ponieważ te sprzyjające okoliczności były właśnie pozorne. Kto w Polsce na poważnie interesuje się problemami zadłużenia publicznego czy stanem armii? Kto troszczy się o jakość edukacji w szkołach? Przecież nie większość. Zainteresowanie takimi zagadnieniami wzrośnie tylko w przypadku katastrofy. Wtedy reszta zakrzyknie: trzeba coś z tym zrobić. Mniejszość te problemy widzi już teraz i wyraźnie. Tyle że jest mniejszością.

Może trzeba było silniej zaakcentować pozycję PiS-u jako partii protestu w sytuacji, gdy ludzie borykają się z elementarnymi problemami?
Elementarne problemy są jeszcze albo nie tak powszechne, albo nie wyczerpały się cierpliwość i wyrozumiałość dla nich. Oczywiście w imię świętej wojny z PiS-em, czyli – jak się to przedstawia – największym polskim problemem. Po jego rozwiązaniu inne problemy rozwiążą się rzekomo same.

Niektórzy socjolodzy uważają, że tzw. mainstreamowe media w tej kampanii po raz kolejny nie zdały egzaminu i działały w gruncie rzeczy przeciwko demokracji. Jak Pan Profesor to postrzega?

Nie tylko niektórzy socjolodzy, ale każdy choć trochę myślący odbiorca polskich głównych mediów zauważył, że odgrywają one inną rolę niż informacyjna. Mówiąc w skrócie, nie informują, lecz raczej insynuują, suflują, kto jest fajny, a kto nie. Wystarczy przyjrzeć się „Faktom” czy „Wiadomościom” – teoretycznie są to programy informacyjne, ale czy można tam znaleźć choć jedną informację pozbawioną komentarza ze strony prezentera? Czy dowiemy się z tych...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: