UCIECZKA OD KRZYŻA

Historyjka ta, poza urokliwym chestertonowskim dowcipem, ujawnia dość banalną, a dziś zupełnie negowaną prawdę. Niezależnie od wyznawanych przez nas przekonań tyczących się ontologii bytów podnaturalnych żyjemy w świecie, którego stabilność oparta jest na krzyżu. To krzyż tworzy znaczenie wyznawanych przez nas wartości (nawet jeśli dziś niektórzy usiłują oderwać je od ich chrześcijańskich korzeni). Tym samym ma on fundamentalny potencjał wspólnototwórczy i polityczny. Odrzucenie tego znaku skończy się zniszczeniem naszej rzeczywistości. Nie musi to być zniszczenie na modłę np. nazistowską bądź komunistyczną, polegającą, jak w chestertonowskiej historyjce, na fizycznej destrukcji. Wystarczy sprowadzić ten znak do cepeliady, do tożsamościowego ozdobnika, elementu tylko sfery prywatnej, pozbawiając go jego pierwotnego potencjału politycznego. W tej sytuacji zniszczy się realny krzyż, a zastąpi koncesjonowanym przez władzę symbolikiem, niestwarzającym już zagrożenia i niewykraczającym poza system.

Konkurencyjny system wartości

Co więcej, odrzucenie krzyża w przestrzeni politycznej prowadzi do degeneracji samych państwowych struktur. Gdyby przyrównać to do dykteryjki Chestertona – niszcząc krzyż, podpalamy państwo. Instytucje państwowe potrzebują bowiem aksjologicznego wypełnienia, które dookreślałoby ich cele oraz wartości, którym podlegają. Profesor Piotr Gliński w wywiadzie, którego niedawno udzielił „Gazecie Polskiej Codziennie”, ładnie i prosto określa ów aksjologiczny fundament zbiorczo mianem „motywacji”. Typową „motywacją”, dzięki której instytucja może określać zarówno swoje cele, jak i metody dochodzenia do nich, jest patriotyzm. Oczywiście zespół tychże wartości jest w naszym kręgu kulturowym warunkowany przez religię krzyża, Kościół zaś jest ich nośnikiem. Tę właściwość szczególnie mocno widać w Polsce, gdzie to Kościół, przez kolejne wieki okupacji, był obrońcą i arką dla wartości patriotycznych i państwotwórczych,...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: