REWOLUCJA POD KONTROLĄ

W tłumie gapiów rozpoznaję ikony „Gazety Wyborczej”. Seweryna Blumsztajna i Helenę Łuczywo. Przyszli z dziećmi. Być może po prostu przechodzili obok i zatrzymali się, żeby zobaczyć starcie tradycyjnego, chrześcijańskiego „ciemnogrodu” z postępową przyszłością nowej lewicy. – To niebezpieczne zjawisko – mówię, próbując wciągnąć ich do dyskusji. – Dlaczego? – odpowiada uśmiechnięty Blumsztajn. – Bo walka o pomnik ofiar tragedii smoleńskiej przerodziła się w bitwę o obecność symboli religijnych w przestrzeni publicznej. – To bardzo dobrze. Nareszcie – mówi mi, anonimowemu dla siebie rozmówcy, Blumsztajn. Wtóruje mu Łuczywo, podkreślając, że miejsce symboli religijnych jest za drzwiami prywatnych mieszkań. – Jesteście Państwo zwolennikami powszechnej wolności i tolerancji. A czy pozostawienie tych symboli na ulicach nie jest właśnie przejawem tych wartości? Rzeczpospolita przez wieki szczyciła się przecież wolnością religijną – próbuję naiwnie znaleźć w ideologach „Gazety Wyborczej” cień zrozumienia. – Mamy też tradycję kontrreformacji i prześladowań religijnych – stwierdza Blumsztajn. Schodzę więc na grunt współczesny. – Nie boicie się, Państwo, że to, co się tu dzieje, może doprowadzić do otwartej wojny kulturowej w Polsce? – mówię, patrząc im w oczy. I dostrzegam w nich rozpalone ogniki. – My właśnie na to liczymy – słyszę z ich ust.

Ruch w lewo

Upadek filozofii neoliberalizmu gospodarczego, brak kontroli polityków nad rynkami finansowymi, chwiejące się w posadach systemy emerytalne, niewydolne instytucje, a przede wszystkim wynikające z tego wszystkiego poczucie braku bezpieczeństwa obywateli zaczęły spędzać sen z powiek europejskim elitom.

Elitom wywodzącym się głównie z ruchów kontrkulturowych powstałych na bazie rewolucji ‘68. Kryzys pociąga za sobą niezadowolenie mas. Chcąc utrzymać się przy władzy, lewicowo-liberalne elity zmuszone są do tworzenia środowisk buntu kanalizujących niezadowolenie lub przejmowania...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: