Ksawery Branicki, czyli daleko padło polskie jabłko od targowickiej jabłoni

W XXI wieku w coraz większym stopniu siła państwa zależy od siły jego gospodarki. Oczywiście o bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne dbać trzeba, zwłaszcza jak się jest w takiej sytuacji geopolitycznej jak Polska. Jednak siła finansów, usług, przemysłu, inwestycji decyduje o miejscu danego kraju w hierarchii światowej. Tym bardziej więc warto dziś wspomnieć tych, którzy w odległej przeszłości byli ludźmi wielkiego sukcesu biznesowego – wtedy, gdy to pojęcie jeszcze nie funkcjonowało. W listopadzie tego roku obchodzimy 141. rocznicę śmierci Ksawerego Branickiego. Ten nasz rodak jest dowodem na to, że Polacy nawet w czasach zaborów – w tym wypadku rosyjskiego – potrafili bogacić się i budować potęgę gospodarczą. Jego życiorys nadaje się na scenariusz filmowy. Branicki to kresowy magnat, Sarmata, o którym pisano, że „żył ze staropolskim rozmachem i fantazją”. Nawet nie wiadomo, kiedy się urodził: w 1814 czy może w 1816 roku? Jest przykładem, że za winy przodków nie mogą odpowiadać potomkowie: jego dziadkiem ze strony ojca był uczestnik targowicy, hetman Franciszek Ksawery Branicki, ojcem rosyjski generał Władysław Branicki. Rodzina zdecydowała, że tak jak ojciec będzie służył w armii zaborcy. Był adiutantem antypolskiego feldmarszałka Iwana Paskiewicza, a potem przybocznym adiutantem samego cara Mikołaja I. Jednak Branicki wolał być Polakiem i przedsiębiorcą, a nie Rosjaninem i oficerem. Z powodu rzekomo złego stanu zdrowia zwolnił się z wojska i wziął potężną
     
38%
pozostało do przeczytania: 62%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze