Pompka Królaka, mleko siatkarzy i moje kapsle

Jakiś czas po II wojnie światowej do Polski przyjechała reprezentacja Czechosłowacji w brydżu sportowym. Polacy byli lepsi, lecz nie o poziom licytowania tu chodzi. Zwrócono uwagę, że jeden z brydżystów nazywał się Nedojad, drugi Nedopil, trzeci Nedospal… Jak nazywał się czwarty? Smutny. „Nic dziwnego” – komentowali zgryźliwie Polacy. Najsłynniejszy trener w historii polskiej piłki nożnej, lwowiak Kazimierz Górski, w czasach kiedy był prezesem PZPN, na pewnym zasiadanym przyjęciu uznał, że pora się pożegnać. Wziął łyżeczkę, zastukał w szklankę, a gdy wszyscy przerwali rozmowy i zrobiła się cisza, pan Kazimierz rzekł: „To ja już tak po angielsku wyjdę ”… Trener Górski funkcjonował w czasach przedtelewizyjnych, gdy liczyli się szkoleniowcy dobrzy, mający rezultaty, a nie mający „gadane” i zdolności PR-owskie. Doprowadził Polaków do trzeciego miejsca w mistrzostwach świata oraz złotego i srebrnego medalu olimpijskiego. W rezultacie anons pewnego biura turystycznego we Włoszech głosił: „Zapraszamy do Polski 2 zobaczcie, skąd się biorą tak świetni piłkarze”…  Dziś część naszych trenerów piłkarskich to geniusze –  ale w studiu telewizyjnym, bo na boisku wręcz przeciwnie... Na początku lat 70. wszystkie chłopaki w Polsce – w tym ja – grali w kapsle. Na chodnikach kredą wyznaczano trasę Wyścigu Pokoju, na wewnętrznej stronie kapsla umieszczano święte dla polskiego kolarstwa nazwiska: Szurkowski, Szozda, Hanusik, Czechowski, Mytnik. Oczywiście zawsze „polskie” kapsle
     
39%
pozostało do przeczytania: 61%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze