Tara i Soplicowo

Wydawać by się mogło, obserwując historie Polski i Stanów Zjednoczonych, że różnice w naszych dziejach przeważają nad podobieństwami. My – najbardziej osiadły lud Europy, przesuwany jednie przez sąsiadów to na wschód, to na zachód, oni – społeczeństwo nieustannego ruchu. Tu żarliwy katolicyzm, tam surowy etos protestancki… A jednak podobieństw nie brak, poczynając od republikanizmu, który mamy we krwi, przez całe dzieje strzegliśmy swej wolności, patrząc władzy na ręce i ograniczając ją często ponad miarę. Jednak najwięcej analogii znajdziemy, przenosząc się na amerykańskie Południe – które, ilekroć oglądałem filmy w rodzaju „Przeminęło z wiatrem”, dziś surowo zakazane przez poprawność polityczną, w zadziwiający sposób przypomina polskie Kresy. Zbliżona kultura dworów, rytm życia, ethos towarzyski. Z tym że tam niewolnicy, a tu chłopi pańszczyźniani. Nigdy nie ufałem wizjom roztaczanym przez powieściopisarki o czułych sercach, które w życiu nie widziały Murzyna (chyba że w fantasmagoriach seksualnych). Niewolnictwo było pewnym systemem, na który właściciele plantacji wpływ mieli niewielki i podejrzewam, że ekonomia nakazywała obchodzić się ze swymi pracownikami w miarę przyzwoicie – bo poza patologicznymi typami nikt nie niszczy swych narzędzi pracy. Wedle analiz porównawczych ich los był przeważnie lepszy niż chłopów pańszczyźnianych w Rosji (o łagiernikach nie wspomnę). Ale współcześni lewaccy troglodyci (według badań od 50 lat przeciętny poziom IQ ludzi
     
48%
pozostało do przeczytania: 52%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze