Ostatnia walka pieniacza

O dzisiejszej opozycji, a ściśle mówiąc o jej twardym jądrze (lewica i PSL, rozgrywając swe drobne geszefty, zachowuje się raczej racjonalnie), można powiedzieć, że gdyby nie szkodliwość jej działań, wzbudzałaby wyłącznie politowanie. Ilość samobójczych bramek przekroczyła możliwości wszystkich meczy ligowych, a końca nie widać. Zwolennicy teorii spiskowych mogą śmiało głosić, że gdzieś w jej centrum musi działać jakiś genialny agent PiS-u, konsekwentnie prowadzący od przegranej do przegranej. Tylko kto miałby nim być, skoro Miś Kamiński zdezerterował do PSL? Sam Borysław Budka, który ma aparycję Gomułki (przez Szpotańskiego nazywanego Gnomem), gada jak Rakowski, a myśli jak Bierut.

Człowiek, przy którym Schetyna wygląda jak mąż stanu, a nieboszczyk Lepper jak intelektualista. Błądzić jest rzeczą ludzką, powiada Pismo, natomiast dopiero trwanie w błędzie jest grzechem niewybaczalnym. Od pięciu lat widać, że atak totalny nie działa i logicznie należałoby go zamienić na selektywny, ale nic z tego. Żadna klęska nie zmienia zasady: „więcej tego samego!”. Upór, zacietrzewienie i działania kierowane wściekłością przywodzą działania człowieka, który wpadł w bagno i zamiast czekać na ratunek, wykonuje nerwowe ruchy. Co gorsza, wszelkie założenia biorą się z pogardy do własnego społeczeństwa, które jest uważane za idiotów (zgoda, kiedyś mógł być w tym sens, skoro przez osiem lat głosowało na Platformę Obywatelską), ale naród w odróżnieniu od PO czegoś się uczy i wyciąga wnioski nawet bez pomocy Telewizji Publicznej.
W dodatku wszelkie ataki kierowane są w miejsca (i ludzi), gdzie Dobra Zmiana jest wyjątkowo silna. Na przykład w programy socjalne. Również czas pandemii mógł być momentem zmiany krytyki negatywnej w konstruktywną. Ale wściekłość każe atakować Szumowskiego i Morawieckiego – a przecież wystarczy zestawić sukcesy w zwalczaniu epidemii wiodących rządów na Zachodzie z naszym zaściankiem. Pojedyncze potknięcia (któż ich nie...
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: