Ptaki, świnie, zombie

Epidemie grypy trapią świat od lat, jednak można odnieść wrażenie, że najbardziej upodobały sobie Azję. Również teraz, gdy świat zmaga się z koronawirusem COVID-9, wszystko zaczęło się od Chin. Epidemie ptasiej i świńskiej grypy mocno dały się we znaki Koreańczykom, zwłaszcza w pierwszej dekadzie XXI wieku. Znalazło to odbicie w kinematografii. Co ciekawe, tak popularne dziś tamtejsze produkcje o zombie pełnymi garściami czerpią z ówczesnych, inspirowanych epidemiami grypy, filmów katastroficznych.

Apogeum „grypowych” inspiracji koreańskich twórców przypada na lata 2012–2013, jednak pewien bardzo ważny dla tego nurtu obraz powstawać zaczął kilka lat wcześniej. Etiuda „Brave new world”, stanowiąca część tryptyku „Doomsday book”, początkowo nie miała szczęścia. Rozpoczęte w 2006 roku prace autorzy musieli zawiesić na kilka lat, by ostatecznie wstrzelić się w swój czas we wspomnianym roku 2012. Choć z trzech krótkich opowieści składających się na tryptyk krytycy najbardziej docenili filozoficzną „Creation of heaven” w reżyserii Kim Jee-wona, bardziej znanego również na Zachodzie od odpowiedzialnego za quasi-komediowe „Brave new world” i zamykający zbiór „Happy Birthday” Yim Pil-sunga. Choć Kim ma na koncie tak wybitne produkcje jak „Opowieść o dwóch siostrach” czy „Gra cieni”, to jego mniej znany kolega okazał się ten jeden raz większym wizjonerem, łącząc kilkanaście lat przed innymi grypę z zombie.

Obrazy ciężkie, lecz trzymające w napięciu
„Brave new world” nie sposób przypisać do żadnego gatunku, mamy do czynienia z filmem totalnym – komedią, horrorem, dramatem egzystencjalnym, moralitetem i satyrą polityczną w jednym. Przez zaledwie pół godziny oglądamy, jak w chaosie pogrąża się cały kraj, a wszystkie wydarzenia biorą początek i splatają się z historią głównego bohatera, życiowego fajtłapy Yoon Seok-woo, który przeżywa właśnie swoją pierwszą prawdziwą miłość do Kim Yoo-min. Dookoła nich zaczynają...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: