WYGRAJMY NIEPODLEGŁOŚĆ

Podział, o którym mówimy, wziął się między innymi z tego, że rządzący uznali pamięć o Smoleńsku za swojego osobistego wroga. Właściwie nie powinno to dziwić – słusznie dostrzeżono, że był to moment odradzania się narodu, jego ducha. Niestety, Donald Tusk i Bronisław Komorowski zinterpretowali to wydarzenie ściśle politykiersko, jako moment, który może zostać wykorzystany przez PiS do przejęcia władzy. Mnie takie partyjne myślenie o jednej z największych tragedii w dziejach Polski nie mieści się w głowie, ale rządzący nie mieli z tym problemu. W imię cynicznej gry partyjnej wypowiedzieli wojnę polskiej duszy. Środki zaradcze powzięte przeciwko spontanicznemu, głębokiemu przeżywaniu narodowej żałoby są dowodem strachu Donalda Tuska.Czego boi się premier? Mitu Lecha Kaczyńskiego, jego zwycięstwa po śmierci. To z tego strachu wynikają próby zbagatelizowania rangi katastrofy smoleńskiej. Także te podejmowane przez główne media, polegające na wyśmianiu, wyszydzeniu ludzi, dla których Smoleńsk stał się wydarzeniem formacyjnym. To neutralizowanie rodzącego się mitu do pewnego stopnia się powiodło. Rządzący wmówili Polakom, że nie ma innej polityki niż brudna gra o władzę i pieniądze. Własną praktykę ukazali jako prawo obowiązujące w każdej partii. Taka propaganda umożliwiła sugestię, że „PiS wykorzystuje katastrofę smoleńską do własnych celów”. W tę mistyfikację dała się wciągnąć nawet część osób o poglądach konserwatywnych czy po prostu zdroworozsądkowych. Przyjęli
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze