Niemiecka rewolucja eklezjalna

To nad Renem zarówno w ramach „drogi synodalnej”, jak i szerzej – w ogóle decyzji i debat, jakie tam zapadają, kształtuje się przyszłość Kościoła w Europie. Jeśli sami nie przemyślimy problemów stawianych przez niemieckich katolików, to ich rozwiązania zostaną nam narzucone. Niespełna miesiąc temu w Niemczech rozpoczęła się katolicka „droga synodalna”, której celem jest głęboka zmiana doktryny, a przynajmniej praktyki katolickiej. Tak jak po Synodzie Amazońskim, nic po tym wydarzeniu w Kościele katolickim nie będzie już takie samo. I to nawet jeśli część z wniosków owej drogi zostanie zanegowane przez Watykan. Skąd taka opinia? Odpowiedź jest prosta. Kościół niemiecki jest nie tylko największym obecnie graczem eklezjalnym na świecie, ma potężną (nawet jeśli niesłuszną i złą) teologię, a jego hierarchowie – by wymienić tylko kardynałów Waltera Kaspera i Reinharda Marxa – to najbliżsi współpracownicy papieża Franciszka, który od nich często czerpie inspiracje. I dlatego mimo dochodzących niekiedy z Watykanu krytyk „drogi synodalnej” trzeba jasno powiedzieć, że to, co zostanie na niej ustalone, prędzej czy później będzie wprowadzone w życie, i to nie tylko na terenie Niemiec czy Kościołów niemieckojęzycznych, lecz także prawdopodobnie w całej Europie. Rezygnacja z grzechu ciężkiego Jak głęboka może to być zmiana, pokazują informacje z ostatnich tygodni z Niemiec. Na początku grudnia Komisja ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Niemiec po
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze