Dwie drogi

Niezależnie od tego, czy jesteśmy zadowoleni z wyników wyborów bardzo czy średnio, przed polską prawicą stają dziś dwie drogi. I nie chodzi wcale o to, czy uda się wygrać następne wybory za cztery lata. Sytuacja robi się bardziej nieprzewidywalna, a jutro nieznane. Moim zdaniem kończy się duopol PiS i nie-PiS, idą czasy sporów programowych, koalicji wokół spraw, a nie ludzi.

Obecna gra nie może polegać wyłącznie na podnoszeniu stopy życiowej czy jakości rządzenia. Najważniejszy problem stojący przed Polską polega na tym, czy wypracowane zmiany będą trwałe, słowem: czy po kolejnej kadencji nie da się wszystkiego odwrócić – „by było, jak było”. Oczywiście można się zastanawiać, czy buńczuczne pokrzykiwania typu: „zlikwidujemy IPN, rozpędzimy CBA” mają jeszcze racjonalne podstawy. Na przykład Trybunału Konstytucyjnego, który w przyszłym roku stanie się stuprocentowo „dobrozmianowy”, pewnie nie uda się zlikwidować, ale co z resztą? Co do nastawienia elit – naukowych i kulturalnych – większych złudzeń nie ma, ale sądy? Wiele zależy od tego, na ile okażemy się wytrzymali na naciski zewnętrzne. Pani Gersdorf odejdzie, ale na ile uda się stworzyć poprawnie funkcjonujący Sąd Najwyższy? Czy Izbie Dyscyplinarnej uda się zdyscyplinować panujące bezhołowie i uświadomić wyjątkowej kaście, że i ona musi podlegać kontroli społeczeństwa? A co z mediami – można się cieszyć z działania tych publicznych, ale co zostanie w wypadku zmiany władzy – wątlutka TRWAM i Republika, plus kilka telewizji internetowych? Czy naprawdę stworzenie prawicowej telewizji prywatnej było poza naszymi możliwościami? Skądinąd najważniejsze, czy potrafimy zwyciężyć w wielkiej wojnie kulturowej, czy nasza prawica podzieli los tej zachodnioeuropejskiej, zniewolonej poprawnością polityczną, ideologią gender i terrorem mniejszości? W dodatku na to wszystko nie mamy pełnej kadencji – czuję, że pierwsze pół roku ze względu na wybory prezydenckie będzie lightowe, bez zdecydowanych...
[pozostało do przeczytania 2% tekstu]
Dostęp do artykułów: