Ziemia dla ziemniaków

Lewactwo nie jest w stanie obyć się bez religii. Naturalnie świeckiej. Taką funkcję pełniło w czasach komunistycznych wzlotów ubóstwienie klasy robotniczej, taką rolę odgrywa w czasach ponowoczesnych zajmowanie się nowymi uciśnionymi (przy czym bez znaczenia jest, czy rzekomi uciśnieni sobie tego życzą). Mogą nimi być wybrane mniejszości narodowe, ale przede wszystkim seksualne. A że rewolucja nigdy się nie kończy, po kobietach, Żydach, Murzynach czy przedstawicielach LGBT przyszła pora na obrońców przyrody. Jeszcze trzy dekady temu wszelkiej maści ekologiści stanowili grupę poczciwych zapaleńców (czy raczej użytecznych idiotów) sponsorowanych przez Kreml w celu rozwalenia społeczeństw Zachodu. Udało się nadspodziewanie – dziś postulaty ekologiczne mają priorytet wśród spraw zaprzątających umysły ludzi sytych i zamożnych, a partie „zielonych” jako jedyne wśród ugrupowań lewicowych notują znaczący postęp. Przy czym obłęd związany z globalnym ociepleniem, dziurą ozonową itp., a wyrażany w hasłach przedstawiających jedynie jakieś wyobrażenia ludzkości na te tematy, nie ma wiele wspólnego z ochroną przyrody. Tym, którym roi się zmniejszanie pogłowia krów, bo produkują dwutlenek węgla, czy zaniechanie rozmnażania się, bo niemowlęta szkodzą środowisku, jakoś nie przychodzi do łba, że istniałyby efektywniejsze metody walki z problemami środowiskowymi (zakładając, że one w ogóle istnieją). Zrezygnujmy z samolotów, ograniczmy używanie samochodów, a przede wszystkim
43%
pozostało do przeczytania: 57%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze