Sportowa „wojna polska-ruska” i bałkańskie klimaty…

Po letnich igrzyskach olimpijskich na własnym terenie, w Londynie, ówczesny premier Jej Królewskiej Mości David Cameron spotkał się z brytyjskimi lekkoatletami, którzy zrobili u siebie furorę. Pogratulował, podziękował – norma. Ale największe owacje od sportowców dostał, gdy powiedział, że najważniejsze, iż zdobyli więcej medali... od Francuzów. W tej wypowiedzi zawiera się kwintesencja rywalizacji sportowej na szczeblu międzynarodowym: chodzi o to, aby „nasi” byli lepsi od „obcych”. Niezależnie od dyscypliny, szczebla rozgrywek i nawet poziomu sportowego. To jest „clou”. Kto tego nie rozumie – nic nie rozumie.  Sportowców zawsze wspierają kibice. Zarówno w rywalizacji wewnątrzpolskiej, klubowej, jak i tej, która mnie dziś zajmuje: między państwami czy klubami reprezentującymi różne kraje. Kibice są odzwierciedleniem społeczeństwa, reprezentują jego przekrój. Biało-Czerwonym kibicują policjanci i przestępcy, wierzący i niewierzący, zwolennicy PiS i wręcz przeciwnie...  Rywalizacja sportowa w wymiarze międzynarodowym uruchamia patriotyzm, ale też nacjonalizm czy szowinizm. Wystarczy popatrzeć, co dzieje się podczas meczów piłkarskich Serbia–Albania. Kibice tej drugiej drużyny podczas wyjazdowego meczu w Belgradzie puścili nad stadionem drona z albańską flagą, co wywołało zrozumiałą wściekłość gospodarzy pamiętających wszak, że kolebka serbskiej państwowości – Kosowo (obok Metohiji) – znajduje się teraz poza Serbią na terenie zamieszkanym przez tamtejszych
     
38%
pozostało do przeczytania: 62%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze