Sekta Janerki

Nosowska, Waglewski, Pablopavo i Świetlicki – grono muzycznych przyjaciół Lecha Janerki oddało mu hołd, wykonując jego utwory jedynie przy akompaniamencie dwóch gitar basowych. Albumem „Janerka na basy i głosy” wywołali chyba wilka z lasu – po czternastu latach oczekiwania nadchodzi nowy, solowy album mistrza. Nie bryluje w telewizji, nie udziela wywiadów, nawet koncertuje dość sporadycznie. Mimo że od czternastu lat nie wydał żadnej płyty, dla wielu wciąż pozostaje punktem odniesienia w polskiej muzyce alternatywnej. Być może to właśnie tęsknota za nowymi albumami Lecha Janerki sprawiła, że najwierniejsze grono fanów i muzycznych przyjaciół wzięło sprawy w swoje ręce i nagrało jego piosenki jeszcze raz. Płyta „Janerka na basy i głosy” to jednak nie zwykła składanka z największymi przebojami artysty. Słowo „przebój” zresztą zupełnie do niego nie pasuje, a gdyby nawet je mierzyć częstością odtwarzania przez radiostacje, to chyba tych najbardziej „grywalnych” utworów na albumie zupełnie zabrakło. Nie ma tu „Roweru” z płyty „Plagiaty” ani „Konstytucji”, „Wyobraź sobie”, ani nawet „Jezu, jak się cieszę” z repertuaru Klausa Mitffocha. Jaki był zatem pomysł na płytę? Na genialny plan wpadło dwoje gitarzystów – Małgorzata Tekiel (m.in. Pudelsi, Będzie Dobrze i Pochwalone) i Piotr Pawłowski (m.in. Made in Poland oraz The Shipyard). Utwory Janerki postanowili zagrać jedynie za pomocą instrumentów, którymi dysponuje sam autor – a zatem ograniczyli się do gitary
     
43%
pozostało do przeczytania: 57%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze