Japoński Tomasz Morus

Współczesna liberalna demokracja coraz częściej stroi się w szaty laickiej teokracji. Dlaczego? Bo uznaje ona, że ma prawo stanowić zasady, jakie wcześniej miał tylko Bóg (albo bogowie), i wymagać ich respektowania. Dlatego tak ważne jest świadectwo męczenników, którzy oddali życie za prawdziwe wartości.

Na Zachodzie najbardziej znanym świętym, który pozostał wierny wartościom, jest Tomasz Morus. Ten angielski prawnik oddał życie, bo uznawał, że państwo nie ma prawa wkraczać w sferę zarezerwowaną dla Boga i nie ma prawa stanowić, co jest, a co nie jest małżeństwem (bo również ta kwestia zarezerwowana jest dla Boga). Dlatego, choć Morus był nie tylko wybitnym myślicielem, prawnikiem, lecz także oddanym sługą króla Henryka VIII, został on stracony. Nie jest to jednak jedyna tego rodzaju postać, a własnych Morusów, którzy mogą i powinni stać się wzorami dla nas, mają także choćby Japończycy. Jednym z nich jest Ukon (japońska forma imienia Justyn) Takayama. Na chrześcijaństwo nawrócił się już jego ojciec Dariusz Takayama, jeden z lokalnych książąt podzielonej wówczas Japonii. I już ojciec zaczął intensywnie ewangelizować nie tylko swoich poddanych, lecz także przyjaciół i współpracowników. Jego syn był wówczas dzieckiem, ale stopniowo nasiąkał chrześcijaństwem, i to w jego niezwykle ewangelicznej formie.

Wyzwanie wiary
W niczym nie zmieniało to faktu, że jednocześnie pozostawał wybitnym przywódcą wojskowym i lokalnym władcą. Jako dwudziestokilkulatkowi ojciec przekazał mu władzę nad podlegającymi mu terenami. A on sam stanął wobec niezwykłego wyzwania. Japońskie społeczeństwo było wówczas (a jest też obecnie, choć na inny sposób) feudalne do bólu. Każdy władca lokalny podlegał komuś wyżej, a ten komuś jeszcze wyżej, a lojalność – jedna z najważniejszych cnót w Japonii – wymagała posłuszeństwa obu. 26-letni Ukon podlegał wówczas bezpośrednio daimyo [pan feudalny w średniowiecznej Japonii, po rozpoczęciu tzw...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: