Polonofil, co postępowcom w pas się nie kłaniał

„Od czasu rozbiorów Polski Europa jest w stanie grzechu śmiertelnego” – zapisał w swoim „Dzienniku” Paul Claudel (1868–1955) pod datą 15 listopada 1908 roku. Pisarz uważał, że dopóki ten grzech nie zostanie odpokutowany, kontynent nie zazna spokoju. Wydaje się, że ten twórca lepiej rozumiał duchowy dramat współczesnych losów Europy niż niejeden Polak. Pius XII uznawał Claudela za największego pisarza chrześcijańskiej Francji. Po młodości pełnej buntu ten niezwykle płodny pisarz, autor dramatów granych na najlepszych scenach Europy, doznał nawrócenia – w dzień Bożego Narodzenia, w katedrze Notre Dame w Paryżu. Był wielkim przyjacielem Polski. Inspiracją jego najznakomitszych dzieł była miłość do córki oficera powstania styczniowego Władysława Ścibor-Rylskiego, Rosalie Vetch (poznał ją na statku płynącym do Chin). Claudel był ambasadorem Francji w Japonii, Stanach Zjednoczonych, Brazylii, konsulem w Chinach, Niemczech, Czechach; 44 lata spędził w podróży. Polsce poświęca wiele uwagi m.in. w swoim „Dzienniku”. Gdy był ambasadorem w Brazylii, pod datą 19 sierpnia 1918 roku zapisał z dumą: „Uzyskuję od rządu brazylijskiego uznanie niepodległości Polski”. Nie zapomniał odnotować, że w Normandii spotkał się z kard. Hlondem, słuchał w Białym Domu koncertu Paderewskiego, wyprawił się z polskim posłem w Japonii, Stanisławem Patkiem, na Fudżijamę. W czasie okupacji niemieckiej w Paryżu, gdy był nękany przez gestapo, zawiesił w swoim gabinecie obrazek Matki Bożej
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze