Zbrodnie i kary

Kuriozalne zachowanie „rzecznika praw obywatelskich” Bodnara (cudzysłów nieprzypadkowy) zwraca uwagę na jedną z tendencji współczesnego świata, która polega na większej trosce o los przestępców niż ich ofiar. W dawniejszych epokach, kiedy kary bywały okrutne – pręgierz, chłosta, galery – a sprawiedliwość dość często okazywała się ślepa, podobne działania miały sens. Obecnie coraz częściej utrudniają one działania służb, osłabiając odstraszającą funkcję kary. Od niepamiętnych czasów rolą wyroku było wymierzenie sprawiedliwości, izolowanie przestępcy od społeczeństwa, zniechęcenie innych gotowych pójść tą drogą.

Z czasem dodano również funkcję poprawczą, resocjalizacyjną, choć wyniki najczęściej bywają słabe, a więzienie raczej doskonali przestępców, niż ich wychowuje. Odbywanie kary staje się coraz bardziej komfortowe, wielokrotni mordercy odgrywają role celebrytów, liczne przepustki, wizyty rodzinne itp. łagodzą dolegliwości, a wysokość kar, zwolnienia warunkowe i amnestie powodują, że w społecznym odczuciu bardzo często proporcja kary do zbrodni staje się po prostu śmieszna. Rezygnacja z kary głównej ostatecznie osłabiła równowagę sił między światem prawa i bezprawia. Kara śmierci jest jedynym elementem, który był w stanie hamować zbrodnie – dowodem są zachowania morderców, którzy schwytani dbają o takie oddanie się w ręce policji, żeby nie sprowokować użycia broni. Nie ukrywam, że w sprawach takich jak wielokrotne morderstwo czy terroryzm jestem za przywróceniem tej kary – nawet nie jako rewanżu, lecz jako uchronienie potencjalnych ofiar. Z więzienia można uciec, zwolnienie wymusić... Oczywiście kara taka winna być orzekana z wielką ostrożnością – nigdy w procesie poszlakowym, kiedy istnieje jakakolwiek możliwość pomyłki sądowej. Żeby było jasne, nie jestem zwolennikiem stałego zawyżania kar, w którymś bowiem momencie kara przestaje być ekwiwalentna, a staje się absurdalna, jak 25 lat za wielkie oszustwa finansowe. Podobnie nie...
[pozostało do przeczytania 38% tekstu]
Dostęp do artykułów: