Kretyni z IPSOS, euroentuzjaści stąd i stamtąd

Unia po wyborach europejskich zmieniła się – i jednocześnie się nie zmieniła. Europejska szklanka dalej jest do połowy pełna dla jednych, a w połowie pusta dla drugich. W Parlamencie Europejskim będzie blisko 60 posłów mniej z Europejskiej Partii Ludowej (tam gdzie PO i PSL) i 50 mniej socjalistów. Porównując, chadecja poniosła klęskę, ale jeszcze większej doznali socjaliści, tracąc przeszło jedną czwartą frakcji! W przypadku chadecji ten wyborczy regres oznacza stratę o mniej więcej jedną czwartą. Chadecja matematycznie wygrywa, ale to pyrrusowe zwycięstwo: nie jest w stanie odbudować „wielkiej koalicji” z socjalistami. Obie frakcje muszą poszerzyć „grupę trzymającą władzę” o liberałów. Ci akurat odnieśli sukces, bo z progu 70 mandatów dobili do setki. Paradoksalne, że o sukcesie nie mogą mówić patroni nowego liberalnego projektu, czyli prezydent Francji i premier Holandii. Macron doznał upokarzającej porażki ze strony Zgromadzenia Narodowego Marine Le Pen, drugi uległ Partii Pracy Timmermansa. Osłabia to pozycję obu tych liberalnych „pół-bogów”, choć co ma mówić na tym tle kandydat na szefa Komisji Europejskiej, Niemiec (Bawarczyk) Manfred Weber, którego grupa polityczna poniosła liczbowo największe straty? Jedna uwaga na marginesie wyborów europejskich. Uwielbiam sztuczki „Gazety Wyborczej”, która o porażce Macrona pisze, że jest „minimalna”, i prędko dodaje, że jego poprzednik François Hollande miał 5 lat wcześniej w wyborach do PE wynik o 5 proc. gorszy
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze