Synowie mafii, krewni Escobara

Serialowe produkcje o mafijnym świecie bezlitośnie walczą o uwagę widza, tytuły mnożą się niczym zyski na kontach bossów i trupy na ulicach, ofiarą zaś pada nasz czas. Nie mamy w tej wojnie żadnych szans, stając przeciwko najpotężniejszym graczom – Netflixowi i HBO.

Seriale, jak mafie, podzielić możemy na rodziny i klany. Mamy więc rodzinę włoską, którą tworzą „Suburra” i „Gomorra”, klan latynoski, którego najważniejszą figurą jest „Narcos”, działające gdzieś na ich przecięciu grupy hiszpańskie z „Kokainowego Wybrzeża” i „Życia bez pozwolenia”, a najbliżej nas, lecz według podobnego schematu, operują „Berlińskie psy”. Na drugim końcu świata, w Korei Południowej, schematami z Włoch, przefiltrowanymi przez lokalne warunki i osadzonymi we własnych tradycjach, żywią się „Bad guys 2”.
„Gomorra”, „Suburra”, „Narcos”
Mafie i handel narkotykami to temat modny od bardzo dawna, co najmniej od czasów sukcesów „Ojca Chrzestnego” czy później „Człowieka z blizną” i „Ośmiornicy”. O tej ostatniej, przy okazji omówienia dwóch popularnych współczesnych włoskich seriali „Gomorra” i „Suburra” i filmów pod tym samym tytułem, pisałem już w „Nowym Państwie” w numerze z grudnia 2017 roku. Od tamtej pory doczekaliśmy się kontynuacji obu tytułów, przy czym HBO emituje obecnie już czwarty sezon „Gomorry”, zaś Netflix drugi sezon „Suburry” wypuścił już jakiś czas temu.
Pierwsze dwa sezony „Gomorry” bardzo mocno nawiązywały do prawdziwych historii, opisanych w głośnej książce Roberto Saviano pod tym samym tytułem. Nazwisko Saviano pozostało w napisach, jednak już trzeci sezon skupił się na wojnach mafijnych bossów, odpuszczając trochę element prawdziwego dramatu społecznego, stanowiącego o oryginalności serii. Same wojny zaś, oparte na powtarzającym się schemacie rzeź–porozumienie–zdrada kogoś niezadowolonego, chciwego bądź niepotrafiącego wybaczyć–rzeź… zaczęły być w pewnym momencie nużące. Sezon czwarty, przynajmniej w części, która jest...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: